Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Yes Is Back!
#41
Wczoraj kilka utworów Leszek Adamczyk "zapodał" w miniMAXIE i jeśli takie audycje m.in mają zachęcać do sięgnięcia po cały album to u mnie wynik na razie jest niekorzystny. Co nie oznacza że sie nie zapoznam z tą płytą. Ale moje nastawienie póki co jest słabiutkie. No bo jako to Yes bez Jona? To nie Yes. Amen
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#42
A tam, Robson, wymyślasz! Uśmiech Oczko, nie wierzę, że z ciekawości nie posłuchasz Uśmiech

To dobra muza! Uśmiech
Nie gram z nut, gram z serca
Odpowiedz
#43
Przecież napisałem że to nie oznacza że nie posłuchamUśmiech
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#44
Dokładnie, nie zauważyłem tego nie w pierwszej chwili Oczko
Nie gram z nut, gram z serca
Odpowiedz
#45
Nie zapominajmy też o moralnej (a raczej jej braku) stronie wyrzucenia Andersona. Co innego, gdyby panowie rozstali się na bardziej cywilizowanych zasadach (różnice artystyczne, osobiste...), to na pewno byłbym bardziej skłonny zaakceptować Yes w innej - niż andersonowskiej - formie. Zresztą nagraną bez niego "Dramę" - bardzo cenię i często jej słucham. Poza tym dałem "Fly From Here" szansę i mimo wszystko zasiadłem do wysłuchania tej płyty.
Odpowiedz
#46
No właśnie - "Drama" to też jeden z tych lepszych krążków Yes. Rok 1980, kiedy obok "Duke" Genesis i "Permanent Waves" Rush nie pojawiła się w zasadzie żadna wartościowa płyta progresywna (może Saga by się jeszcze załapała).

No cóż stało się tak a nie inaczej, może po jakimś upływie czasu "Fly From Here" będzie bardziej wartościową pozycją? Często tak jest, że płyta zyskuje na wartości nawet po latach.
Nie gram z nut, gram z serca
Odpowiedz
#47
Niemniej zamiast traumatycznych doświadczeń przebrnięcią przez "Fly From Here" polecam sięgnięcie po najnowszą, bardzo dobrą płytę Jona - "Survival & Other Stories". Dla mnie jest jest to najlepszy solowy produkt od czasów przecudnego "Change We Must" z 1994 roku.
Odpowiedz
#48
Niestety, nie zagłębiałem się jeszcze w solowe poczynania Jona. Co nieco słyszałem tylko w Trójce, ale płyt jeszcze nie znam. Jest tyle innych płyt! Oczko. Zacznę od tej, którą zarekomedowałeś, najnowszej.
Nie gram z nut, gram z serca
Odpowiedz
#49
Polecam zacząć od rewelacyjnej "Olias Of Sunhillow" z 1976 roku. Potem sięgnij po symfoniczny "Change We Must" (1994), latynoski "Deseo" (1994) i ostatni "Survival & Other Stories". Nie wspominam nawet o płytach nagranych z Vangelisem, bo niemal każda z nich to arcydzieło (może za wyjatkiem "Page Of Life"). Jon również nie uniknął wpadek; co najwyżej średnio prezentują się jego dwie płyty nagrane po pierwszym rozstaniu z Yes ("Song Of Seven", "Animation"), natomiast zdecydowanie odradzam "3 Ships" oraz koszmarnie popowe "In The City Of Angels" i "The More You Know".
Odpowiedz
#50
Patique napisał(a):Niemniej zamiast traumatycznych doświadczeń przebrnięcią przez "Fly From Here" (...)
Zdecydowanie muszę ze zdaniem kolegi się nie zgodzić. "Fly From Here" arcydziełem nie jest, ale to naprawdę niezły album. Z rewelacyjnymi fragmentami (druga i trzecia część suity tytułowej, oraz druga połowa ostatniego utworu), całością co najmniej niezłą i klilkoma, przyznaję nieco mniej udanymi pomysłami ("Bumpy Ride" -wtf ?! czy chórki w "The Man You Always Wanted Me To Be").

Benoit David śpiewa naprawdę nieźle. I bynajmniej nie stara się naśladować Jona. Jedyne co mnie martwi to dominacja Geoffa Downesa i Trevora Horna od strony kompozycyjnej. Po tylu latach milczenia Steve i Chris moim zdaniem powinni zdecydowanie wziąć się do roboty i napisać album bez pomocy najemników, których talent i smak muzyczny moim zdaniem nie dorasta ich własnemu do pięt. Ale niestety tutaj trzeba chęci i determinacji.. a z tymi ostatnio bywa różnie w obozie Yes.

Reasumując jedna z lepszych płyt Yes od czasów Dramy. Mam nadzieję, że koncert w Dreźnie będzie co najmniej tak dobry jak ostatni w Katowicach.

Pozdrawiam!
So now we're passing strangers, at single tables.
Still trying to get over,
Still trying to write love songs for passing strangers.
All those passing strangers.

And the twinkling lies, all those twinkling lies,
Sparkle with the wet ink on the paper.
Odpowiedz
#51
YES (1968-2008) - R.I.P.
Odpowiedz
#52
Patique odważnie.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#53
Potwierdzam, że Yes żyje Oczko 2 dni temu w Dreźnie panowie zdecydowanie nie sprawiali wrażenia umarłych. Koncert bardzo dobry, jedynym zgrzytem były średnio nagłośnione wokale, co przy Yes i ich harmoniach wokalnych trochę psuło odbiór. Ogólnie jest bardzo dobrze, czekam na jutrzejszą premierę nowej koncertówki, a potem kolejne trasy.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości